WIDEO; Dodawanie kolejnych klocków do „Pink Floyd The Wall”

Kino

W jednej z najdziwniejszych kinowych kolaboracji twórca tekstów Pink Floyd Roger Waters, animator Gerald Scarfe i reżyser Alan Parker słynnie zderzyli się ze sobą podczas kręcenia „Pink Floyd The Wall”, adaptacji filmowej najlepszej brytyjskiej grupy z 1982 roku. -sprzedający album 'The Wall' z 1979 roku o wyobcowaniu i załamaniu psychicznym wypalonej gwiazdy rocka. Nowo wydane 94-minutowe DVD (Kolumbia Music Video, 29,99 USD) zawiera towarzyszący mu dokument „Retrospektywa”, w którym zleceniodawcy spoglądają wstecz na prawie dwie dekady, zdezorientowani najbardziej nieprzyjemną sesją zdjęciową.

Nie trzeba dodawać, że film, który powstał, jest równie schizofreniczny, jak jego bohater, wytrącony z równowagi przez odmienne wysiłki jego kreatywnego trio.

Odważnie oryginalne animowane sekwencje pana Scarfe'a – po raz pierwszy użyte na koncertach, które Pink Floyd promował w celu promocji albumu – są najbardziej uderzającym aspektem chaotycznych odcinków filmu. Jego surrealistyczne, często satyryczne rysunki doskonale oddają traumatyczne wydarzenia z życia bohatera – „cegiełki w murze” jego izolacji – jak śmierć ojca podczas II wojny światowej, duszące zachowanie owdowiałej matki i jego znęcanie się przez nauczycieli. Pan Parker, który wydaje się używać młota kowalskiego zamiast kamery, filmuje sekwencje na żywo z dosłownością, która niszczy nawet najbardziej oczywistą symbolikę: nie musimy widzieć rzeczywistych wijących się robaków, o których mowa w kilku tekstach piosenek. W dużej mierze autobiograficzna historia pana Watersa, opowiedziana za pomocą 25 różnorodnych piosenek, od uderzających gitar w otwierającym „In the Flesh” po udawany, przypominający Gilberta i Sullivana punkt kulminacyjny „The Trial”. ' może być zbyt rozproszony dla niewtajemniczonych (tj. fanów spoza Pink Floyd) do naśladowania.



Porażka głównego nurtu, „Pink Floyd The Wall” stała się natychmiast kultowym faworytem. Transfer szerokoekranowy ma żywe kolory i wyrazistość, co jest bardzo ważne dla szczegółowej animacji pana Scarfe'a. Oprócz „Retrospektywy” jest też film o kręceniu filmu „Po drugiej stronie muru”; dziesiątki fotosów produkcyjnych i rysunków storyboardowych; oryginalny teledysk do singla „Another Brick in the Wall (Part 2)”; i usunięta sekwencja ustawiona na ''Hey You'', jedną z najpopularniejszych piosenek na albumie, ale można ją pominąć w filmie, ponieważ jego tłukące wizualizacje wydawałyby się jedynie powtarzalne. Ostatnia i najważniejsza jest nowo zremiksowana ścieżka dźwiękowa, która sprawia, że ​​muzyka do filmu – tylko część oryginalnego albumu została ponownie nagrana – brzmi tak dobrze (i tak głośno) jak „The Wall” na CD.

Ale fanatycy Floydów docenią słuchanie Mr. Watersa, jednej z najbardziej ponurych i nieśmiałych gwiazd rocka, który szczegółowo omawia swoje najbardziej osobiste dzieło. Słusznie twierdzi, że główną wadą „Pink Floyd The Wall” jest prawie całkowity brak poczucia humoru, po czym robi zdumiewający komentarz, że humor jest czymś, czego nigdy w jego ponurym pisaniu piosenek nie brakowało! Jakby na poparcie tego twierdzenia, jego komentarz jest momentami dość zabawny – robi śmieszny irlandzki akcent, naśladując Boba Geldofa, który gra „Różowego”, alter ego pana Watersa.

Jedną z głównych usterek w tak szacowanej prezentacji DVD jest menu wyszukiwania rozdziałów, które nie zawiera listy tytułów utworów. Przeskoczenie na przykład do „Comfortably Numb” jest trudne bez znajomości rozdziału 21. Dla tak żmudnego przedsięwzięcia pominięcie listy utworów rozdział po rozdziale jest niewybaczalne.

„Pink Floyd The Wall” może być ostatecznie najlepiej zapamiętany jako potężne oświadczenie antywojenne, dzięki pomysłowemu połączeniu brutalnie skutecznych scen bitewnych pana Parkera z animacją i muzyką. Niesamowita sekwencja „Goodbye Blue Sky” pokazuje spokojnego gołębia pana Scarfe’a, który przekształcił się w groźnego jastrzębia, gdy II wojna światowa pustoszy Europę, podczas gdy „In the Flesh” – dowcipnie przearanżowany w mosiężny, wagnerowski marsz – przerażająco demonstruje Twierdzenie pana Watersa, że ​​koncerty rockowe są jak wiece nazistów, z groźnymi, maszerującymi młotami pana Scarfe'a niepokojącym faszystowskim symbolem.


i twoja matka też