Oboje sięgnęli po broń

Kino

ABY zobaczyć, dlaczego „Chicago” zostało filmem roku w roku, w którym Ameryka weszła w wojnę, nie trzeba wierzyć, że jest to najlepszy obraz 2002 roku (mój byłby „Porozmawiaj z nią” Almodóvara). Nie możesz też uwierzyć, że komedia muzyczna powraca w Hollywood (na Broadwayu, gdzie nawet „Lakier do włosów” nie ma wolnych miejsc), ledwo sobie radzi. Wystarczy obejrzeć jedną scenę.

Ta scena to konferencja prasowa w Chicago w 1920 roku. Obrońca gwiazdy, Billy Flynn (Richard Gere), chce zastraszyć tłum reporterów, aby uwierzyli, że jego klientka, Roxie Hart (Renée Zellweger), nie zamordowała swojego kochanka, kiedy w rzeczywistości to zrobiła. „A teraz pamiętaj”, Billy trenuje Roxie, „możemy im sprzedać tylko jeden pomysł na raz”. Pomysł: Roxie działała w samoobronie. „Oboje sięgnęliśmy po broń”, śpiewa Roxie reporterom, którzy posłusznie zamieniają jej kłamstwo w porywający chór, powtarzając je w kółko w produkcji, która przedstawia ich jako marionetki, kłaniające się i drapiące szarpnięcie Billy'ego. struny i spin.

Dla dobra historii, ten spektakl powinien być połączony na DVD z fatalną konferencją prasową George'a W. Busha z 6 marca 2003 roku. Była to pierwsza konfrontacja prezydenta z reporterami w czasie największej oglądalności od miesiąca po 11 września i na pewno będzie jego ostatni w tym, co pozostało z czasu pokoju. Byłej cheerleaderce z Andover nie udało się przekonać przyjaciół Ameryki do wejścia na pokład. Gospodarka chyliła się ku upadkowi. Ale dziennikarze, którzy byli pod ręką, tak bezwładnie ulegli szablonowemu scenariuszowi prezydenta, że ​​późniejsza, dobroduszna parodia „Saturday Night Live” nie mogła się równać z wisielczym humorem samego wydarzenia.



Jeden z reporterów, April Ryan z American Urban Radio Networks, zapytał: „Pan. Prezydencie, skoro naród jest skłócony w kwestii wojny, jak wasza wiara was prowadzi?” – dana od Boga wskazówka dla Busha, by jeszcze raz ukrył swoją moralną arogancję w werbalnych szatach pokornej religijności. „Moja wiara podtrzymuje mnie, ponieważ codziennie się modlę” — nadeszła odpowiedź prezydenta. „Modlę się o pokój, April, modlę się o pokój”. Daleko od pani Ryan do zadania dalszego pytania o to, dlaczego praktycznie każde wyznanie religijne w kraju, łącznie z wyznaniem Busha, sprzeciwia się wojnie. Równie dobrze mogłaby być Mary Sunshine (Christine Baranski), szlochą siostrą reporterką z „Chicago”, która rzuca Roxie poprawiającą wizerunek softballa na swojej konferencji prasowej, pytając: „Czy masz jakąś radę dla młodych dziewcząt poszukujących uniknąć życia w jazzie i piciu?”

Na uspokajającym pokazie Busha nie było podniesionych głosów, ani jednego pytania o bezpieczeństwo wewnętrzne czy Osamę bin Ladena. Jak mówi Billy Flynn, dziennikarzom wystarczy jeden pomysł na raz – w tym przypadku idée fixe administracji w sprawie Iraku. I podobnie jak ich odpowiednicy z „Chicago”, waszyngtoński korpus prasowy był bardziej niż chętny do kupowania beletrystyki, jeśli otrzymał takie polecenie od lalkarza. „Osiem razy [Pan. Bush] zamienił wojnę w Iraku na ataki z 11 września 2001 r.”, napisał The New York Observer, „i osiem razy był niekwestionowany”. związek stał się już ustalonym faktem, którego nie kwestionuje się na konferencji prasowej, podobnie jak żaden reporter „Chicago” kwestionuje mityczną ciążę, którą Billy Flynn bije w swojej kampanii propagandowej mającej na celu ocalenie Roxie Hart.

Konferencja prasowa filmu kończy się przesłaniem Billy'ego Flynna, które rozchodzi się z ust służalczych reporterów wprost do gazety następnego ranka: „OBYDLI SIĘGNĄLI PO PISTOLET” to nagłówek, który widzimy w prasie. Na konferencji prasowej Busha, pod przykrywką „wiadomości”, CNN wyświetlało wybrane wiadomości Białego Domu w powtarzalnej rotacji na dole ekranu, podczas gdy wydarzenie wciąż trwało – „Ludzie dobrej woli mają nadzieję o pokój” i „Moja praca polega na ochronie Ameryki”. „Nie mniej usłużne były marionetki rywala CNN, Fox News, którego Greta Van Susteren ostro zauważyła: „To, co podobało mi się dzisiejszego wieczoru, to to, że w czasie największej oglądalności powiedział Amerykanom, że moim zadaniem jest ochrona narodu amerykańskiego”. „Chociaż pan Bush zwykle pojawia się w telewizji na tle Białego Domu naznaczonego dźwiękiem, który chce wbić nam w mózgi, tym razem nawet nie musiał się tym przejmować. Jak wiedział – i powiedział, w swojej jednej chwili prawdy tamtej nocy – cały program był „napisany na podstawie scenariusza”. Tak było od samego początku.

To, że „Chicago” powinno złapać falę amerykańskiego momentu w 2003 roku, jest niezwykłe, biorąc pod uwagę, że jego korzenie sięgają Broadwayu z 1926 roku. Coolidge był na stanowisku, kiedy miał swoją premierę w Music Box Theatre pod dyrekcją George'a Abbotta – na ponad rok przed pojawieniem się najsłynniejszej inkarnacji chicagowskich sal miejskich, „The Front Page”. „Chicago” było pierwszym i jedynym trwałym dziełem Maurine Watkins, jedno- reporter Chicago Tribune, który zajmował się sprawą Leopolda-Loeba i był krytykiem filmowym. Nie była rozkochana w swoim poprzednim zawodzie. „Są strasznie głupi, reporterzy. Nigdy nic nie zrób dobrze”, mówi opiekunka więzienia w linii, którą parafrazuje Billy Flynn w aktualnym scenariuszu Billa Condona.

Kiedy sztuka Watkinsa odrodziła się jako musical Boba Fosse na Broadwayu w 1975 roku, postrzegano ją jako odzwierciedlenie cynizmu Watergate; W finale zespół zagrał sardoniczny „Battle Hymn of the Republic”. Kiedy musical został wznowiony w 1996 roku – w produkcji wciąż emitowanej na Broadwayu – Billy Flynn był utożsamiany z Johnniem Cochranem, a Roxie z O. J. Simpsonem. W tym roku Miramax, studio, które wyprodukowało film „Chicago”, trąbi o społecznym znaczeniu filmu w jednej z nieustających reklam swojej kampanii oscarowej. Film jest „wszystko o korupcji amerykańskich instytucji”, mówi jego reżyser Rob Marshall, gdy widzimy czarno-białe zdjęcia Boba Woodwarda i Carla Bernsteina oraz odejście zhańbionego Richarda Nixona z Białego Domu.

To nie brzmi zbyt zabawnie. Ale jak wymyślił pan Marshall, „Chicago” to paskudna, sprytna zabawa. Reżyser sam w sobie jest trochę jak Billy Flynn. Zmontował film w ciągu jednego centymetra jego życia – a dokładniej, w odległości centymetra od stóp pani Zellweger, pana Gere i Catherine Zeta-Jones. Nigdy nie masz pewności, czy gwiazdy naprawdę potrafią tańczyć, czy też olśniewający montaż jedynie kręci genialną iluzję, którą potrafią. Ale jeśli film jest „flimflam flummox”, by zacytować jego hymn „Razzle Dazzle”, ta stylistyczna gra z powłoką nie mogłaby lepiej współgrać z cyniczną treścią.

Nikt nie spodziewał się, że „Chicago” stanie się tak wielkim hitem (w tym ja, chociaż znam dwóch jego producentów wykonawczych, odkąd wykupili moją książkę przed „Chicago”). Krajowa kasa filmowa jest teraz dwukrotnie wyższa niż w Moulin Rouge, jedynym innym musicalu, który latał od lat, i w przeciwieństwie do tego poprzednika, w Chicago nie trzeba było rzucać Davida Bowie i Becka. skłaniają muzyczno-fobiczną młodzieńczą myśl demograficzną do odrzucenia melodii show Johna Kandera i Freda Ebba. Zresztą i tak pojawiła się młoda publiczność. Wszyscy mają. W tym roku film poruszył nerwy, ponieważ żadne poprzednie wcielenie sztuki Watkinsa (były dwie poprzednie wersje filmowe) nigdy tego nie zrobiło.

W przypadku życia imitującego sztukę naśladującą życie, „Chicago” znalazło odzwierciedlenie nawet w najbardziej soczystym skandalu tego roku oscarowym. Miramax, który nie jest mądrzejszy, jeśli chodzi o wystawienie reklamy telewizyjnej trąbiącej o Watergate w dobrej wierze „Chicago”, został złapany w swoim własnym Watergate w zeszłym tygodniu przez Johna Horna z The Los Angeles Times. Poinformował, że publicysta studia był prawdziwym autorem szeroko promowanego artykułu OpEd, noszącego tekst reżysera Roberta Wise, obecnie 88-letniego, popierającego Martina Scorsese jako najlepszego reżysera innego nominowanego do Miramaxu „Gangi Nowego Jorku”. W gniewnej odpowiedzi niektórzy wyborcy Akademii zażądali zwrotu swoich kart do głosowania, aby móc odwołać swoje głosy Scorsese – misja tak skazana na niepowodzenie, jak ponowne głosowanie, którego domagali się nieszczęśni wyborcy Pat Buchanan z hrabstwa Palm Beach. Nieważne: pan Scorsese i tak przegrał, nawet jeśli wygra. Jego niedoszły dobroczyńca, Harvey Weinstein z Miramax, uczynił go tchórzliwym.


o czym jest czarna ryba?

Takie bitwy oskarowe są mile widzianą komiczną ulgą, gdy rozgrywają się na tle prawdziwej wojny. Co nie znaczy, że tegoroczni nominowani do Oscara nie traktują wojny poważnie. W dramacie Romana Polańskiego „Pianista” o II wojnie światowej nazista chce ratować życie Żyda po tym, jak Żyd, wygłodzony i na wpół martwy, gra przy fortepianie przepiękny nokturn Chopina. To sentymentalne wyobrażenie o transcendencji sztuki über alles zostało powtórzone na początku zeszłego tygodnia w obietnicy producenta Oscarów, Gila Catesa, że ​​pokaz (jeśli nie czerwony dywan) odbędzie się dziś wieczorem bez względu na wszystko. W końcu Akademia rozważyła i odrzuciła pomysł anulowania w następstwie Pearl Harbor. Gdyby pan Cates do tej pory się odwrócił, popełniłby kardynalny grzech dobrego smaku.

Ciężko wyobrazić sobie George'a W. Busha martwiącego się losem rozdania Oscarów, nie mówiąc już o oglądaniu „Chicago”, ale zna się na westernach. W zeszły weekend wiceprezydent Cheney z podziwem mówił Timowi Russertowi o tym, jak prezydent „ucieka do pościgu”. W ubiegłą niedzielę na Azorach pan Bush polecił swoim niegdysiejszym sojusznikom „pokazywać swoje karty, gdy grasz w pokera”. W poniedziałek wieczorem dał gangowi Husseina 48 godzin na wydostanie się z Dodge. W nadchodzących dniach możemy w końcu dowiedzieć się, kto zostanie sprowadzony żywy lub martwy.