PRZEGLĄD POP; Korzystanie z karaibskiej bazy do improwizacji jazzowych

Kino

Creole Davida Murraya, który wystąpił w Knitting Factory's Old Office w zeszły piątek wieczorem, to hybryda jazzowo-karaibska podzielona na pół. Jego jazzową połówką jest pan Murray na saksofonie tenorowym, Santi DeBriano na basie i Pheeroan ak Laff na perkusji, współpracujący z trzema wokalistami i perkusistami z Gwadelupy: Guyem Konketem, Francois Ladrezeau i Klod Kiavue, szwagrem pana Murraya oraz współdyrektor grupy. Creole to ażurowa, pozbawiona kości grupa, która improwizuje do melodii w starym, gwadelupskim stylu zwanym ka, po tradycyjnym bębnie.

Piosenki z Gwadelupy, o ciężkiej pracy i gorącym słońcu, były nieskomplikowanymi melodiami zbudowanymi na wampirach. Bluesowy, chropowaty głos pana Konketa sprawiał, że jego piosenki brzmiały jak kuzyni polowych wrzasków; Poważny baryton pana Ladrezeau, nabierający namiętnego vibrato, zbliżył się do karaibskiego popu. Panowie Ladrezeau i pan Kiavue, grając na ręcznych bębnach, wyznaczali metodyczne rytmy trzy na dwa. A muzycy jazzowi oferowali wszędzie obiecujące uwikłania, z panem DeBriano, który skubał synkopowane kontrmelodie na tle surowego wokalu pana Konketa, a pan ak Laff budujący erupcje tom-tomów lub talerzy w rytmie.

Wraz z Creole, Murray żongluje co najmniej pół tuzinem różnych grup, od standardowego kwartetu jazzowego, przez napędzaną przez Senegalczyków Fo Deuk Revue, po Speaking in Tongues, grupę gospel, która występowała w niedzielne wieczory. Ale kontekst ledwo wpływa na jego solówki. Szybko przeskakują z uprzejmie frazeologicznej melodii do świszczących, ekstatycznych lotów: biegają lekko nad głową lub przeskakują przez arpeggio, skaczą po rejestrach lub musują wybrane nuty z natarczywymi trylami i celowanymi trąbkami. Zawsze panuje nad sobą, nadymając swój ton lub ściskając go do wyraźnego pisku; w piątkowy wieczór napomykał o muzyce arabskiej i wymyślonych chansonach, a także o bluesie.



Gra pana Murraya elektryzuje muzyków i słuchaczy, a Creole pochłonął utwory, aby dopasować się do jego dramatyzmu i rozmachu, pozostawiając tropikalną lekkość dla zmienności jazzu.