„Fantazja” pokolenia MTV

Kino

W 1939 roku kompozytor Paul Hindemith odwiedził Hollywood, pełen entuzjazmu dla pierwszego pełnometrażowego filmu animowanego Walta Disneya „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”. Hindemith udał się do studia, w którym Disney i Leopold Stokowski pracowali nad drugim pełnym filmem. - pełnometrażowy film rysunkowy „Fantasia”. Ale jego kreskówkowe przedstawienia Bacha i Beethovena odrzuciły Hindemitha; myślał, że nowe medium jest nadużywane przez filistrów.

Wysokie potępienie Hindemitha było krótkowzroczne. To był Disney-Stokowski melanż długowłosych i Myszki Miki, który był proroczy. „Fantazja”, ukończona w 1940 roku, okazała się co najmniej tak samo trwała, jak wszystko, co Hindemith skomponował po osiedleniu się w Stanach Zjednoczonych w tym samym roku.

Disney przeznaczył 2,3 miliona dolarów na „Fantazję”. Na swoją nowojorską premierę teatr na Broadwayu został wyposażony w 90 głośników, aby przekazać Orkiestrę Filadelfii Stokowskiego w „Fantasound” – wczesnej formie stereo. Zamówiono specjalne misje od wybrzeża do wybrzeża. Magazyn Time opublikował artykuł z okładki. Ale „Fantazja” była katastrofą finansową i (ku przerażeniu Stokowskiego) Disney pokrzyżował plany na kontynuację.



Jednak „Fantasia” żyła dalej. Wznowienie w 1956 roku przyniosło zysk. Domowe wydanie wideo z 1991 roku było bestsellerem. A teraz bratanek Disneya, Roy Disney, stworzył „Fantazję/2000”, drugą animowaną składankę muzyki klasycznej. Zaprezentowany w Carnegie Hall w zeszłym miesiącu, właśnie został otwarty w kinach Imax; planowana jest premiera kinowa na czerwiec.


mój mały kucyk nowej generacji 2021

Nikt dzisiaj nie wymagałby wysokokulturowego rodowodu, którego Hindemith szukał 60 lat temu. Ale czego szukać zamiast tego? Jaką relację powinna przyjąć „Fantasia/2000” wobec swojego prekursora? W stronę nowego tysiąclecia? Te pytania dotykają sam film. Jednak bezwiednie obnaża rozziew między dwoma kulturowymi momentami.

Fragmenty „Fantazji/2000” czyta się jak hołd. Mickey, jako uczeń czarnoksiężnika, wspaniale odrestaurowany zarówno pod względem wizualnym, jak i dźwiękowym, pojawia się ponownie. Z pozostałych siedmiu odcinków, zupełnie nowy, renderujący historię arki Noego, z muzyką Elgara, stanowi porównywalny pojazd gwiezdny dla Kaczora Donalda. Segment otwierający V Symfonię Beethovena to wszystkie kształty i kolory: abstrakcyjne, jak otwierająca Bach Toccata i Fuga d-moll z 1940 roku.

Jeśli inne echa „Fantazji” – wulkany i trzęsienia ziemi, demoniczne zjawy, zwierzęcy balet – wydają się zbędne, „Fantasia/2000” gdzie indziej stara się być innowacyjna. Pejzaże z „Pines of Rome” Respighiego tworzą pejzaże morskie: objawienie pływających i latających humbaków, których realistyczna trójwymiarowość – nie wyglądają jak „kreskówki” – jest generowana komputerowo.

Z drugiej strony „Błękitna rapsodia” Gershwina to ćwiczenie z „płaskiej” animacji inspirowanej rysunkami Ala Hirschfelda piórem i tuszem. To bogactwo różnorodności grozi brakiem jedności.

W miejscu niezastąpionego Stokowskiego w „Fantazji/2000” dyrygentem Chicago Symphony jest James Levine. Nie mniej niż Disney, Stokowski zdefiniował „Fantazję”. Był (nie trzeba dodawać) bardziej ikoniczny niż jakikolwiek współczesny popularyzator muzyki klasycznej. Jego charakterystyczna sygnatura dźwiękowa – bogata, gładka skóra – pomogła ujednolicić treść muzyczną. (Spektakle w 'Dziadku do orzechów' i 'Symfonii pasterskiej' nie mają sobie równych.) Repertuar filmu, od Bacha-Stokowskiego do odważnego włączenia 'Święta wiosny' Strawińskiego, był repertuarem Stokowskiego.

Tym razem repertuar jest cieńszy; nie ma nic tak wymagającego jak „Rite”. Poza 12-minutowym Gershwinem i 2-minutowym finałem „Carnival of the Animals” Saint-Saensa, cała muzyka jest mocno okrojona. Dostajemy 3 minuty pierwszej części Beethovena i 10 minut Respighi. Pozostała część programu składa się z szybkiego połączenia Marszów „Pomp and Circumstance” Elgara (z interpolowanym chórem i rozdzierający uszy obbligato Kathleen Battle – gafy) oraz części II Koncertu fortepianowego Szostakowicza i „Ognistego ptaka” Strawińskiego. Zestaw. Napisy końcowe są znacznie dłuższe niż fragmenty Beethovena i Saint-Saensa razem wzięte.

Film trwa 70 minut, a jego zwięzłość jest sama w sobie stwierdzeniem. W „Fantazji” (która również skracała większość swojej muzyki) zarówno „Święto wiosny”, jak i „Pastoral” Beethovena były niezwykle obszerne. Całkowita długość wynosiła dwie godziny. Gdy film był pokazywany po raz pierwszy, była też przerwa.

Roy Disney w niedawnej rozmowie potwierdził to, co sugerują dowody: „Nie da się uciec od faktu, że MTV wpłynęło na nas wszystkich i że publiczność jest trochę bardziej niecierpliwa niż kiedyś. Chcieliśmy raczej pobłądzić po stronie zwięzłości, niż wyczerpać nasze powitanie”.

Dla pana Disneya, którego ulubionym filmem Walta Disneya jest „Fantazja”, „Fantazja/2000” była pracą z miłości. Patron animacji Disneya, nadzorował cały dziewięcioletni projekt. Martwił się tylko o to, czy włączyć odcinki z 'Fantazji' poza 'Uczeń czarnoksiężnika'. „Ale kiedy go połączyliśmy, odkryliśmy, że wszystko nagle zwolniło, gdy „Dziadek do orzechów” pojawił się na ekranie” – powiedział. „Stało się bardzo jasne, że z wyjątkiem „Ucznia czarnoksiężnika”, stary i nowy materiał nie mogą ze sobą współistnieć”.

Ponowne oglądanie pakietu „Dziadek do orzechów” w domowych nagraniach wideo sprawia, że ​​problem staje się zrozumiały. Jego 14 minut – dłużej niż cokolwiek w „Fantasia/ 2000” – nie jest narracją: cierpliwa i poetycka eksploracja form – unoszące się wróżki, pływające ryby, pływające kwiaty, tańczące grzyby, skaczące rzodkiewki – podążają za muzyka, której arabeski i pikanteria są subtelnie ucieleśnione.

Natomiast odcinki „Fantazji/2000” opowiadają historie. Nawet abstrakcyjna animacja Piątej Beethovena ma scenariusz: konkurs jasnych i ciemnych latających trójkątnych kształtów (powiedzmy, motyle kontra nietoperze). Podobnie jak arka Noego dla Elgara, niezłomny ołowiany żołnierz dla Szostakowicza jest liniową narracją. Błękitna rapsodia to (oczywiście) nowojorski obraz metra i drapaczy chmur z lat 20., ale jednocześnie jest to przeplatany dzień z życia trzech mężczyzn i małej dziewczynki. „Ognisty ptak” to saga natury (symbolizowanej przez duszka i łosia) ograbionej i odrodzonej. Tylko wieloryby Respighi i flamingi Saint-Saensa są tak samo nieobciążone jak wróżki i kwiaty „Dziadka do orzechów”. W tak pełnej akcji firmie nic dziwnego, że „Dziadek do orzechów” spowalnia przedstawienie.


przyprowadź własną brygadę

Również szereg celebrytów, w tym Steve Martin, Bette Midler i Itzhak Perlman, bierze udział w kamerze jako gospodarze. („Fantasia” miała jednego, lakonicznego gospodarza: amerykańskiego kompozytora i krytyka Deemsa Taylora, który nigdy nie pojawił się na ekranie). Tak wiele wyjaśniających mediacji – historie, prezentacje celebrytów – ogranicza twórcze zaangażowanie w muzykę. Różnica między „Fantazją” a „Fantazją/2000” to różnica między dialogiem z Jackiem Paarem a szybkim „wywiadem” z Davidem Lettermanem, między czytaniem książki a odpowiadaniem na pytania zadawane przez CD-ROM .

Z jednej strony koncepcja „Fantazji” to wielkie ćwiczenie choreograficzne. W rzeczywistości „Taniec godzin” Ponchiellego w „Fantazji” z 1940 r. jest wysublimowanym przekazem sztuki choreograficznej, zwieńczonym szykownym pas de deux dla aligatora i hipopotama. To Petipa w zoo. Równie natchnione jest zakończenie Symfonii „Pastoralnej”, łączące strzelistą apoteozę kody Beethovena z rydwanem słonecznym Heliosa. Wcześniej w tym samym dziele wdzięk i majestat muzyki (cudownie oddanej przez Stokowskiego) odzwierciedla uskrzydlony Pegaz na wysokości. Sekwencje te, nawiązujące do klasycznego baletu i mitologii, są wielowartościowe; zapraszają do gamy odpowiedzi od różnych odbiorców.

Obok tak wyrafinowanych aligatorów, hipopotamów i strusi, tańczące flamingi „Fantazji/ 2000” tworzą zespół wodewilowy. W zestawieniu z Zeusem i Panem, jednorożcami i centaurami, duszek i łoś „Ognistego ptaka” są zubożałymi przedstawieniami Natury. To uszczuplone słownictwo kulturowe pomniejsza akompaniament muzyczny. Pod każdym względem – jak słyszeliśmy, jako „wizualizowani” – rejestruje się mniej imponująco.

Jeden sympatyzuje z kłopotliwym położeniem pana Disneya: wracając do rozrywki z 1940 r., płynie pod prąd. W swoim urzekającym partnerstwie ze Stokowskim wuja Walta unosiła wiara w społeczeństwo i jego zdolność do dyskryminacji i podniesienia na duchu. Disney i Stokowski byli wizjonerami, którzy sami odnieśli sukces w poszukiwaniu technologii – filmów i fonografów – które dosięgłyby, jak to kiedyś ujął Stokowski, „największej liczby mężczyzn, kobiet i dzieci na całym świecie”. Był to dzień popularyzatorów – Klubu Książki Miesiąca i uznania muzyki, radiowej „American School of the Air” i „University of Chicago Round Table” – wszyscy przepełnieni przekonaniem, że jakość znalazłaby odbiorców.

Nic z tego nie byłoby warte rozważania, gdyby „Fantasia/2000” była wyprzedaną dla wymogów marketingowych XXI wieku. Ale jest szczery, a nie łaskawy. W przypadku rodzinnych rozrywek jest bardziej kreatywny niż schematyczny. Wystrzega się przemocy i seksualności. W rzeczywistości przekazuje odrobinę niewinności. Przynajmniej jeden odcinek — Blaszany żołnierz — zapewnia płynną integrację obrazu, narracji i muzyki. Jeśli ten fragment jest mniej ujmujący niż „Uczeń czarnoksiężnika”, to dlatego, że muzyka jest mniej ujmująca, a stoicki cynowy żołnierz nie jest Myszką Miki. W okrojonym „Firebird”, gdzie skróty bolą bardziej, ale muzyka jest silniejsza, nowicjusze mają szansę uzależnić się od intensywności i wielkości partytury Strawińskiego.

Podsumowując, „Fantasia/2000” jest osiągnięciem przejściowym, odzwierciedlającym przejściowy moment kulturowy. Czy dzisiejsi widzowie to kupią? Można mieć taką nadzieję, choćby dlatego, że według pana Disneya ludzie, którzy stworzyli „Fantazję/2000” są chętni do rozpoczęcia następnej. To byłby najlepszy możliwy wynik dla „Fantazji/2000”. Pan Disney powinien zacząć od odrestaurowanego „Dziadka do orzechów”, którego tym razem odrzucił – wszystkie 14 minut – i niech „Fantasia” 1940 nadaj tempo serii dłuższych i bardziej cierpliwych odcinków animowanych.

Powinien też zawrzeć trochę prawdziwej muzyki XXI wieku, i to nie tylko popularnej odmiany. Skoro Stanley Kubrick mógłby użyć Ligeti z ery kosmicznej (w „2001”), to dlaczego nie Pan Disney? Co powiesz na to, by animatorzy Disneya mogli spróbować czegoś naprawdę przyprawiającego o zawrót głowy i mrożącego krew w żyłach, takiego jak zsyntetyzowana komputerowo muzyka współczesnego francuskiego kompozytora Tristana Muraila? Stokowski twierdził, że młodzi ludzie są bardziej otwarci niż ich starsi; gdyby był w pobliżu, z pewnością wymyśliłby kilka własnych nieokiełznanych wyborów.

Podkreślając zwięzłość, zespół Disneya próbował uczynić cnotę koniecznością. Ale zwięzłość „Fantazji/2000” nie jest cnotą; film wydaje się krótki. To, czy zwięzłość jest koniecznością, jest ważnym pytaniem XXI wieku. Miejmy nadzieję, że pan Disney będzie miał okazję udowodnić, że się myli.